logo

Smutna refleksja

5.03.2019r.

Nie przesadzamy twierdząc, że w kraju mamy stan klęski ekologicznej. Mimo całkiem dobrego prawa, wykształconych urzędników, bojowych ekologów...klęska. Według nas, w znacznej mierze jej źródłem jest swoista antyspołeczność mediów.

Nie winimy bezpośrednio dziennikarzy. Przynajmniej ich znaczna część ma minimalny lub nie ma żadnego wpływu na system informacyjny tego czegoś, w którym pracują. A ten system ma ostro wyznaczoną granicę, poza którą rozpościerają się rozległe interesy właścicieli. A, że to "właścicielstwo" prawie zawsze jest w kontrze z dobrem szeroko pojętego interesu społecznego, trudno. Sorry, takie mamy czasy.

W artykule "Trujący smog wrócił" zawartych jest parę zdarzeń z dziennikarzami, którzy niewiele mogli. Wiemy jak czuł się dziennikarz Super Expressu, któremu nie chciano wydrukować następnego artykułu o złej jakości powietrza w Warszawie. Pamiętamy młodą dziennikarkę z Gazety Wyborczej, która miała dobre chęci do napisania trochę szerzej o problemach ekologicznych, stwarzanych przez prowadzenie autostrad w miastach. Ale redakcji to nie interesowało.

Ale byli i tacy dziennikarze, którzy zajadle zwalczali nawet malutkie nasze sukcesy w walce z szaleństwem autostradowym w gęsto zaludnionych miastach.

Poniższy artykuł ukazał się w 2010 roku w "Gazecie ekologicznej". Niewiele stracił na swojej aktualności. Opisane podejście dziennikarzy do ochrony środowiska niewiele się zmieniło. Konsekwencją tego jest, między innymi, sklasyfikowanie wrażliwości ekologicznej młodych Polaków na najniższym stopniu w całej Unii.

Nacisnąć ekologów

piętrowe autostrady

Ekolodzy sprzeciwiając się budowie autostrady przez Warszawę reprezentują 80% jej mieszkańców. A kogo reprezentują ci, którzy na nas szczują.
W ostatnim okresie przetaczają się przez niektóre media niby dyskusje o kłopotach z budową autostrady A2 do Warszawy, z których wynika, że – autostradzie szkodzą ekolodzy!

Ponieważ, jak pisze pan Śmietana w Gazecie Wyborczej, na „autostradę do stolicy od lat czekają tysiące kierowców” („Protesty nadal wiszą nad autostradą do Warszawy” z 9.02.2010r), usprawiedliwione jest ośmieszanie działań szkodników, którzy postanowili skarżyć wszystko, opóźniając przez to tę najważniejszą dla mieszkańców Warszawy inwestycję.

Przy okazji tych dywagacji można przycisnąć troszeczkę spolegliwy wobec skarżących sąd, cytując niedorzeczne wypowiedzi wyższych urzędników Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad „sąd administracyjny nie miał prawa uchylić decyzji z powodu naruszenia prawa materialnego”.

Mocniej po sędziach nie wypada się „przejechać”, ale można po tych, którzy składają do sądu skargę.

Nie ma skargi – nie ma wyroku.

Wyróżniają się ostatnio w tych działaniach wspomniany już pan Śmietana z Gazety Wyborczej i Filip Chajzer z TVN Warszawa.

Pierwszy z nich szczególnie troska się o Euro 2012. Według niego kibice bez autostrady na stadiony nie dojadą.

Ten drugi, aż w dwóch programach zajął się kompromitowaniem „(Eko)logicznych ?”

Pomimo obecności w programie przedstawiciela ekologów nie na wszystkie pytania widzowie uzyskali odpowiedź, szczególnie na to, które dotyczyło przyczyn uchylenia postanowienia ministra środowiska.

Dlatego na stawiane pytania odpowiemy osobiście w swoim stylu:

1/ dlaczego dopiero teraz protestujecie gdy już finał, budowa praktycznie się zaczęła?

Pan Filip Chajzer to młody człowiek, ale na pewno dochodziły go słuchy o sprzeciwie nie tylko ekologów ale i zwykłych mieszkańców poprowadzeniu autostrady przez prawie dwumilionowe miasto. Protest ekologów trwa nieprzerwanie od podjęcia z pozoru politycznej decyzji o budowie tej inwestycji w Warszawie. Skarżone były wszystkie decyzje. Szczególną batalię stoczyliśmy z decyzją lokalizacyjną. Po pewnym czasie domyśliliśmy się przyczyn przegranej sądowej batalii. Ale o tym napiszemy kiedy indziej.

2/ budowa zbiorników była tylko wybiegiem przeciw budowie drogi?

No i proszę, jacy ci ekolodzy sprytni. A jaką laurkę wystawiono Sądowi Administracyjnemu, który uchylił częściowo decyzję dotyczącą inwestycji o krajowym znaczeniu, podnosząc do rangi ważnego dowodu w sprawie jakieś niewiele znaczące „zbiorniczki”.

3/ czy to nie jest tak, że wylewacie dziecko z kąpielą? Protestując przeciw tirom, uniemożliwiacie dojazd mieszkańcom Ursynowa też do Łodzi.

No cóż, gdy te wszystkie tiry zawitają do Warszawy, to na pewno kierunek wyjazdu Warszawiaków będzie jeden – jak najdalej od tego miasta. Może do Łodzi...Wiele miast przerabiało takie rozwiązania komunikacyjne z jednym skutkiem – w mieście nie dało się żyć.

4/ kim są ludzie, abyśmy udusili się w korkach?

A to my!

Reprezentujemy ponad 80% mieszkańców Warszawy, którzy w 2007 roku, w przeprowadzonej przez Pentora ankiecie, wypowiedziało się przeciw przebiegowi przedłużenia autostrady A-2 przez Warszawę. Za, było tylko 11% i to są wasi panowie Śmietana i Chajzer poplecznicy.

Żeby było weselej, ówczesnym dziennikarzem gazety „Życie Warszawy”, która zleciła przeprowadzenie ankiety, był Marcin Hadaj, obecny rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ten pan wypowiadając się w imieniu swej firmy po ogłoszeniu wyroku przez WSA, kwestionował prawo sądu do rozpatrywania skargi na decyzje pod kątem naruszenia prawa materialnego.

Dodajmy, że w 2001 roku w referendum ponad 90% mieszkańców Ursynowa powiedziało NIE przebiegowi autostrady przez tę gęsto zaludnioną dzielnicę.

5/ ekolodzy z ekologią mają mało wspólnego!

Czy ekolodzy mają mało czy dużo wspólnego z ekologią pozostawiamy do oceny czytelnikom. Panów Śmietany i Chajzera i tak nie przekonamy. Oni mają do wypełnienia całkiem inne zadania.

Wypełnili je sumiennie: znaleźli wroga budowy autostrad i osmieszają go publicznie.

O co chodzi w tym wyroku?

Tyle głupot napisano na temat wyroku Sądu Administracyjnego uchylającego częściowo uzgodnienie ministra środowiska, że czas najwyższy na poważne opisanie tej sprawy w kontekście budowy autostrad w Polsce.

Słynne „zbiorniczki” wymagają zatem dokładnego opisu.

Skarga na postanowienie ministra środowiska (ciągle będziemy zaznaczać kto uzgodnił budowę ignorując ochronę środowiska), złożona została do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego przez Stowarzyszenie Ekologiczne „Światowid” i Stowarzyszenie „Ekologiczny Ursynów”.

Przed pozwoleniem na budowę właściwy organ, w tym przypadku wojewoda mazowiecki (obecnie Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska) musi wydać decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach. Wpisane do decyzji uwarunkowania środowiskowe muszą być uwzględnione w decyzji budowlanej. Wojewoda mazowiecki uzgadnia decyzję z ministrem środowiska. Skarga do sądu dotyczyła uzgodnienia przez ministra środowiska.

Nikogo nie powinno dziwić, że stowarzyszenia ekologiczne bronią Warszawy przed rozwiązaniami komunikacyjnymi preferowanymi przez czynniki rządowo-samorządowe wynikające nie wiadomo z jakich przesłanek.

A tak na marginesie; były minister środowiska Jan Szyszko na spotkaniu z mieszkańcami Ursynowa, na którym obecni byli przedstawiciele różnych organizacji ekologicznych, nawoływał dobitnie aby (oczywiście nie on, ale ekolodzy jak najbardziej) zrobić wszystko dla niedopuszczenia do budowy A-2 w wariancie GDDKiA - bo to będzie tragedia dla Warszawy.

No cóż, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

To skarżone uzgodnienie podpisane zostało w czasie gdy ministrem środowiska był... Jan Szyszko. Oczywiście to nie on je podpisał, tylko jego zastępczyni pani Agnieszka Bolesta, za prezydentury Lecha Kaczyńskiego dyrektorka Biura Ochrony Środowiska Warszawy.

Ten podpis tak skwitował pan były minister: A uzgodnienie musiało być podpisane, inaczej czekałoby spotkanie z prokuratorem!

A pamiętacie państwo hasło wyborcze Lecha Kaczyńskiego gdy startował na prezydenta Warszawy – nie dopuszczę do przebiegu autostrady przez Warszawę!

Wracajmy do "zbiorniczków"

Dla tak wielkiego obiektu jakm jest autostrada, zaliczanego do najbardziej szkodliwych dla środowiska, konieczne jest wybudowanie całego systemu zbierania, oczyszczania, odprowadzania do odbiorników ścieków opadowych, roztopowych. Ważne jest też zabezpieczanie podłoża przed przedostawaniem się do ziemi substancji groźnych dla życia i zdrowia ludzi, nie tylko w trakcie eksploatacji drogi ale i w przypadku katastrofy drogowej.

Do tych celów zaprojektowano wzdłuż autostrady ciągi rowów do zbierania ścieków i odprowadzania ich do tych słynnych „zbiorniczków”, w których następować powinna redukcja zanieczyszczeń. Podczyszczone ścieki z tych zbiorniczków odprowadzane są do odbiorników, którymi mogą być okoliczne cieki wodne lub do ZIEMI.

A co jest w ziemi pod autostradą?

Olbrzymi zbiornik wody, dokładnie: Główny Zbiornik Wód Podziemnych (GZWP), mający swój numer identyfikacyjny - 215A i swoją nazwę - I JEST CHRONIONY PRAWEM!

O ten zbiornik, panowie dziennikarze chodzi, a nie o jakieś enigmatyczne zbiorniczki. To ostatnie źródło czystej wody dla aglomeracji warszawskiej. W przypadku przebiegu autostrady A-2 problemem jest jej przebieg w miejscach o dużej przepuszczalności zanieczyszczeń z powierzchni wgłąb ziemi. I nie potrzeba wcale poważnej awarii – rozwalenia się np. cysterny z jakąś trucizną, aby przez łatwo przepuszczalną warstwę gruntu prędzej czy później doszło do skażenia wody.

O tych uwarunkowaniach hydrogeologicznych wiadomo od zawsze. Zapisy o konieczności izolowania podłoża od oddziaływań autostrady A-2 znajdowały się już w raporcie Oddziaływania na środowisko z 1995 roku.

Minister środowiska wydając przez nas zaskarżone uzgodnienie zignorował fakt, że GZWP objęty jest na obszarze od Żyrardowa do miejsca usytuowania węzła „Konotopa” nadzwyczajną ochroną, w skrócie oznacza się taki stan symbolem ONO. W swoim uzgodnieniu nie uwzględnił nakazów i zakazów obowiązujących na tym terenie.

Tym „wybiegiem” ekolodzy przekonali warszawski sąd administracyjny, o tym, że minister zlekceważył swoje własne decyzje w sprawie GZWP i naraził na możliwość zniszczenia bezcennego źródła wody.

Ubolewamy, że nie przekonaliśmy sądu do uwzględnienia innych naszych zarzutów do tej inwestycji i uchylenia uzgodnienia ministra w całości.

No cóż panowie dziennikarze... wystarczyło przeczytać pismo procesowe stowarzyszenia, które jest dostępne dla was w aktach sprawy bez ograniczeń. Także wyrok sądu w tej sprawie znajdował się w aktach już przed Nowym Rokiem. Wydaje się, że pismo procesowe napisane jest zrozumiałym językiem. Ale jak wtedy szarpać i judzić przeciw śmiącym skarżyć inwestycję, traktowaną przez niektórych jak świętość?

Misyjna działalność niektórych dziennikarzy powoduje, że o danej sprawie wszyscy wiedzą, że nic nie wiedzą.

Ośmieszaniem ekologów nie przyspieszy się budowy autostrad.

Można co najwyżej wywołać demony, w postaci kryminalnych zachowań dobrze „informowanych” internautów.

Ale też, w połączeniu z niskim poziomem edukacji ekologicznej, zaskakująco dramatyczne, inni by powiedzieli kompromitujące, sytuacje. Proszę przeczytać "Młodzi antyekologiczni". My zawsze inni!

Ja wolę czystą wodę. Krystyna Kowalska


Tagi: autostrady, drogi ekspresowe, smog, media, ekologia, zbiornik wodny, Jan Szyszko, TVN, Życie Warszawy, Sąd Administracyjny


- -

wszelkie prawa zastrzeżone