Opłaca sie palić w tym piecu?

niska emisja

5.03.2019r.

Ktoś ten ogień rozpalił

Zbliża się smogowa rzeczywistość. Zatroskani naszym zdrowiem organizatorzy rynku zbytu, znowu będą nas namawiali do zakupu akcesoriów, które ich zdaniem są niezbędne dla uratowania zdrowia a może i życia. Reklamy, domowych oczyszczaczy powietrza wyłapujących ze 100% gwarancją wszystko co w nim złe, twarzowych masek antysmogowych w każdym fasonie i kolorze, pieców węglowych o super sprawności i ekologicznego wsadu do nich, będą ozdobą nie tylko informacji o smogu.

Usłyszymy, a jakże, troskliwe wezwania władz do osób wrażliwych na zanieczyszczenia powietrza: starszych, dzieci, młodszych chorych, czyli w sumie jakieś 50% populacji, o pozostanie w mieszkaniach. A jak już w nim będą, to będą prosić ich o nie otwieranie okien bo na zewnątrz czają się groźne pyły.

Swoje trzy grosze, w trakcie epizodu smogowego na początku 2017 roku, dołożyły tzw. media. Straszyły z takim natężeniem o skutkach oddychania skażonym powietrzem, jakby chciały nadgonić wiele utraconych lat. Oczywiście to przypadek, że ich strachy okraszone były reklamami akcesoriów antysmogowych.

Ten wrzask ze smogiem w tle w 2017 roku nie był przypadkowy. Skrupulatnie przygotowywany interes do zarobienia na smogu, został ostatecznie domknięty. Na początek wszyscy musieli dowiedzieć się skąd to świństwo wyłazi i czym grozi. Wykonały to dobrze opłacone media. Umiejętnie ukierunkowały dyskusję nad przyczynami złego powietrza w miastach i nachalnie namawiały nas i władze do wydawania pieniędzy, nie na walkę ze smogiem, ale na zakup osobistej ochrony przed jego skutkami.

Kiedyś było cicho

Opowieść o przeszłości można zacząć tak: ha, ha, ha przecież ty, on i ja oddychaliśmy powietrzem bardziej zatrutym niż w 2017 roku. Skąd więc ten wrzask na początku 2017 roku, załamywanie rąk, liczenie śmiertelnych ofiar...

Przecież jest to problem tak stary, że już nie pamiętamy od kiedy zaczeliśmy dosyć ostro naciskać na władze, aby wreszcie podjęły rzeczywiste działania naprawcze a nie pozorowane. Prosiliśmy o zainteresowanie się problemem media. Bez odzewu. Zaczeliśmy grozić publicznie złożeniem skargi do Unii Europejskiej. Odpowiedzią decydentów był co najwyżej uśmiech. Nie znaleźliśmy wśród nich takiego, który poczuwałby się do odpowiedzialności za stan jakości powietrza.

Spełniliśmy więc swoją groźbę i w 2007 roku, po wystąpieniu zabójczo wysokich stężeń zanieczyszczeń pyłowych, wysłaliśmy do Parlamentu Europejskiego petycję, oskarżając wszelakie władze o ignorowanie tego problemu. W 2007 roku Parlament Europejski przyjął naszą petycję, o której historii napiszemy oddzielnie.

O dziwo, w kraju nikogo to nie wzruszyło. Dominowała cisza i obojętność urzędników, decydentów, dziennikarzy i sędziów. Odnosiliśmy wrażenie, że tylko nas, nie wiedzieć czemu, interesuje ten temat. Jakby tylko ekolodzy byli zmuszeni do oddychania brudnym powietrzem, a „oni” nie! O zachowaniu części „warszawskich” naukowców nie warto nawet wspominać.

A szary obywatel?
Niedoinformowany - o co zadbały media, milczał.

Smog w 2006 roku

Ten rok był wyjątkowy dla nas z dwóch powodów: wyższych niż zwykle wykazywanych na stacjach monitoringu powietrza stężeń zanieczyszczeń i skierowania skargi do Unii Europejskiej.
Porównajmy stężenia pyłu zawieszonego PM10 w styczniu 2006 i 2017 roku na 3 warszawskich stacjach pomiarowych za pomocą wykresów.

Kreski poziome pokazują:
Granatowa – stężenie średnie miesięczne w 2006 roku,
Czerwona – stężenie średnie miesięczne w 2017 roku,
żółta – dopuszczalne stężenie dobowe – 50 µg/m3 (mikrogramy/metr sześcienny).

emisja styczeń 2006/2017

Powyższy wykres jednoznacznie wykazuje wyższe średnie stężenia PM10 w styczniu 2006 roku niż w styczniu 2017 roku.
Porównując poziom stężenia dopuszczalnego - pozioma żółta - z wykazanym średnim miesięcznym - pozioma granatowa - zauważymy, że w styczniu 2006 roku stężenie dopuszczalne PM10 przekroczone zostało o 100%.
27 stycznia dobowe stężenie PM10 było na granicy poziomu alarmowego wyznaczonego w Polsce na 300 µg/m3 (najwyższa norma w państwach europejskich).

emisja styczeń 2006/2017

Na Ursynowie, podobnie jak na stacji komunikacyjnej zarejestrowano wyższe średnie stężenia PM10 w styczniu 2006 roku. Uśredniony poziom w styczniu 2017 roku – pozioma czerwona - zbliżony był do średniego dopuszczalnego – pozioma żółta.
27 stycznia 2006 roku stężenie dobowe PM10 przekroczyło poziom alarmowy, o czym nikt mieszkańców nie informował.

emisja styczeń 2006/2017

Na stacji umiejscowionej przy szpitalu bródnowskim było podobnie. W styczniu 2006 roku rejestrowano większe stężenia zanieczyszczeń niż w styczniu roku 2017. Jak na pozostałych stacjach 27 stycznia średnie dobowe stężenie zbliżyło się do stanu alarmowego.

władze bezczynne

Okresy smogowe powtarzają się każdego roku. Przychodzą i odchodzą. To nie znaczy, że wraz z odejściem smogu stężenia zanieczyszczeń powietrza wracają do normy. One nie są w Warszawie dotrzymywane w ciągu całego roku.

Ale jedynie w okresie, obecnie mocno nagłaśnianych epizodów smogowych, władze miasta podejmują w ich mniemaniu, skuteczne działania, polegające na jednodniowym, w porywach dwudniowym zezwoleniu na korzystanie z darmowej komunikacji publicznej. Co w trakcie coraz dłuższych epizodów smogowych nic nie daje.

Jak to bardzo kontrastuje z działaniami, na przykład włodarzy miast włoskich. Oni nawet, gdy zaistnieje realne zagrażenie przekroczenia limitu 35 dni z niedotrzymanymi normami dobowymi, ostro ograniczają ruch samochodów, zakazując wjazdu do miasta autobusów i samochodów ciężkich.
Czyli ograniczają źródła zanieczyszczeń powietrza w miastach. W miastach europejskich za złą jakość powietrza zdecydowanie odpowiada RUCH SAMOCHODOWY.

Władze innych europejskich miast przez cały rok walczą o dobrą jakość powietrza stosując szeroki wachlarz działań. I widać tego pozytywne skutki. Ich stacje monitoringu są najczęściej zielone, gdy nasze najczęściej czerwone.

Media milczą

Podczas protestów społecznych przeciw poprowadzeniu autostrady przez Ursynów, zaczepił nas dziennikarz Super Expressu zaciekawiony informacją o złej jakości powietrza w Warszawie i obowiązującym, w związku z tym, od 2003 roku Programem Ochrony Powietrza dla Warszawy. O tym, że istnieje jakiś POP zielonego pojęcia nie mieli i dziennikarze i radni Warszawy. Cóż takiego ciekawego wojewoda mazowiecki zapisał w POP? A między innymi dla obniżenia stężenia pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu... redukcję ruchu samochodowego.

Dziennikarz Super Expressu obiecał zająć się tą sprawą. Dał nam znać, że redakcja planuje caaaały serial, jeżeli dobrze pamiętamy miał składać się z 10 odcinków.
Pomogliśmy. Ukazał się pierwszy: - „Unia i ekolodzy ostrzegają: powietrze jest zatrute!
Podobała nam sie oprawa artykułu: Upiorny uniform antygazowy rodem z I wojny światowej trafnie charakteryzował poruszany w nim temat. I na tym jednym odcinku serial się zakończył.
Z rozmowy z dziennikarzem wynikało, że to nie jego decyzja.

Witamy TIRy

W charakterystyczny dla siebie sposób, do problemu jakości powietrza w kontekście budowy autostrady, podeszła Gazeta Wyborcza. Z jej dziennikarzami często spotykaliśmy się w sądach administracyjnych, do których trafiały nasze skargi na decyzje zezwalające na przeprowadzenie przez Warszawę dwóch tras ekspresowych: S-8 i S-2 o największym natężeniu ruchu w Polsce.
Zamęczali nas pytaniem; dlaczego sprzeciwiacie się budowie tych dróg? Tłumaczyliśmy, podpierając się wynikami ze stacji monitoringu powietrza nie tylko warszawskich, ale i tych usytuowanych przy wybudowanych odcinkach autostrad A1 i A4.
Mówiliśmy, że w Warszawie zanieczyszczenie powietrze bierze sie głównie z ruchu samochodowego, i że autostrada ten problem pogłębi.
Efekt tych rozmów był ciągle taki sam. Po wyroku, na drugi dzień w gazecie ukazywała się notatka w stylu: hura, można taką czy owaką drogę budować, wczoraj sąd oddalił...O naszych argumentach ani słowa. Po co czytelnicy, którzy być może nawet ucieszyli się z takiego wyroku, mieliby dowiedzieć się o co chodzi ekoterrorystom.
Dzisiaj już wiemy, że bezrefleksyjne traktowanie tych spraw przez dziennikarzy, nie tylko Wyborczej to nie przypadek.

Ruch sądu w Delhi

Rok 2006 to apogeum wydawania decyzji, które zamieniły Warszawę w gigantyczny transkontynentalny węzeł komunikacyjny. Przez prawie 2 milionowe miasto przetaczać się będzie ruch tranzytowy z Europy zachodniej i południowo zachodniej na wschód.
Nie wiemy ile samochodów ciężkich przejeżdżało przez stolice Indii. Ale musiało to być uciążliwe, jeżeli sąd w Delhi nakazał zmniejszenie tego ruchu do 40 000 ciężarówek na dobę najmniej zanieczyszczających powietrze. W mieście, które jest 4 razy większe od Warszawy, przez którą już dzisiaj przetacza się 40 000 ciężkich samochodów a jak ukończona zostanie S2 na Ursynowie i poszerzona autostrada A-2, to będzie ich dużo więcej.

Ruch sądu w Warszawie

Duży udział w tym nieszczęściu mają sędziowie sądów administracyjnych. Przekaz z ich strony był jasny: MINISTER podpisał decyzję, RAPORT oddziaływania na środowisko autostrady w podsumowaniu stwierdza, że u obcych taka droga truje, a u nas poprawia jakość powietrza (to nie dowcip!). Do tego specustawa drogowa...Więc czego wy chcecie?
Ich konformizm nie pozwalał im na nic więcej niż oddalenie skargi, nawet gdy przedstawialiśmy na rozprawach wykaz z monitoringu powietrza ze stacji usytuowanych przy istniejących odcinkach autostrad (polskich), które zaprzeczały tezom zawartym w RAPORTACH i do tego były wynikami rzeczywistymi a nie modelowanymi jak w raporcie.

Żadne nasze argumenty nie mogły przebić podpisu pana ministra spraw wewnętrznych, złożonego w zaciszu gabinetu na decyzji zwanej wskazaniem lokalizacyjnym.
Oczywiście, sędziowie sądu administracyjnego nie musieli brać pod uwagę istnienia tej decyzji, ale dzięki niej mogli uspokoić swoje sumienie.

Jesteśmy pewni, że gdyby poinformowano w sposób uczciwy mieszkańców Warszawy o stanie środowiska, w tym o złej jakością powietrza, sprawy drogowe mogłyby potoczyć się inaczej.

Interesy ponad zdrowie

W Warszawie przebieg tras ekspresowych był z góry ustalony...Żadna zmiana nie wchodziła w grę. Nie wolno było naruszać interesów wielu osób i firm. Tych medialnych też.
Stąd nasza samotność w walce o normalność. Ale zanim zorientowaliśmy się, o co w tym chodzi, siebie winiliśmy za to, że nie potrafimy "sprzedać" mediom problemów ekologicznych naszego miasta...do czasu dzisiejszej wszechobecnej wrzawy.
Sposób reagowania mediów na problem smogu (bo dla nich nie ma problemu złej jakości powietrza), pokazuje w pełnej krasie system ich funkcjonowania. Można go w skrócie podsumować następująco: informacja to transakcja wiązana. Ma wartość, gdy podwiązana jest do produktu i przynosi konkretny zysk.

Mieszkańcom Warszawy trzeba jasno powiedzieć: przy tym systemie drogowym, nigdy nie da się przywrócić jakości powietrza do norm obecnie obowiązujących. O normach WHO nie możemy nawet marzyć.

Nadal będziemy szukać tych palaczy. Krystyna Kowalska

Tagi: monitoring powietrza, PM10, PM2,5, smog, sądy administracyjne, media, parlament europejski, Super Express, Gazeta Wyborcza

- -

wszelkie prawa zastrzeżone